Sleeping Dogs

0
140
Rate this post

Sleeping Dogs to bez wątpienia jedna z największych niespodzianek minionego roku. Tym większa, że Activision zrezygnowała z  wydania tytułu (wówczas jako True Crime: Hong Kong) i co gorsza w oficjalnych wypowiedziach jako powód podało niską jakość wykonania. Zadania dokończenia „dzieła tworzenia” podjęła się Square Enix. Nikt jednak, w istniejącej sytuacji, nie spodziewał się rewelacji. Mimo to gra pojawiła się na pólkach sklepowych pod nową nazwą i nieoczekiwanie wniosła dużo świeżości na rynek gier komputerowych.

Bardzo rzadko zdarza się tytuł, którego ogólna ocena jest znacznie wyższa niż jego poszczególnych części składowych. Sleeping Dogs jest jednak takim przypadkiem produkcji, która ma w sobie to szczególne niedefiniowalne coś, sprawiające ze choć psioczyłem na liczne jej mankamenty, bardzo długo nie mogłem oderwać się od monitora.

 

Hong Kong nocą. Rano policja będzie miała co robić.

W grze wcielamy się w postać policyjnego agenta, który ma za zadanie przeniknąć rządzącej Hong Kongiem triady i rozpracować jej struktury. Miarą wielkości tytułu jest jednak fakt, że nasz bohater ewidentnie prowadzi własne życie, nie będąc malowanym typem, którego sensem istnienia jest policyjna praca. Wprost przeciwnie… Nocne Życie Hong Kongu bardzo szybko podda gracza testowi oferując pokusy przy których policyjne, nudne ślęczenie nad raportami i ogólny żywot „uczciwego obywatela” zrodzić może jedynie frustracje nad zmarnowanym życiem. Krótko mówiąc to od gracza zależy czy skupi się na policyjnej robocie czy też raczej na budowaniu własnej pozycji w strukturach organizacji przestępczej. Trzeba uczciwie powiedzieć, że ta druga opcja oferuje znacznie więcej atrakcji.

Fabularnie Sleeping Dos lokują się gdzieś pomiędzy serią Grand Thief Auto a Mafią, skupiając się bardzo mocno na ukazaniu świata skompilowanych relacji i powiązań, z których nasz bohater usiłuje uszczknąć korzyść dla siebie. Co prawda nie wsiądziemy tu do każdego napotkanego auta (po uprzednim wyrzuceniu właściciela), ale za to gra nadrabia jednak ilością misji, możliwości i ścieżek rozwoju postaci, o której twórcy GTA mogą pomarzyć. Po pierwsze w grze zastaniemy miasto, które jest areną, na której przyjdzie wykuwać własny sukces. Przed nami policyjne zlecenia do wykonania, o których trzeba powiedzieć, że nic się tu nie powtarza i każde ma indywidualny charakter. Podobnie jak zdania, które przyjdzie nam wykonać dla triady. Oprócz tego nasz bohater będzie wykonywał sekretną misje dla mistrza sztuki walki zwiększając w tym zakresie swoje umiejętności, czasem zdarzy mu i zrobić cos dla zwykłych mieszkańców, na koniec zaś staniemy przed uciechami jakie serwuje pełna metropolia. Tu naprawdę jest co robić i każdy znajdzie cos dla siebie popychając swoja postać w zupełnie innym kierunku.

 

Jak ścigać to zgodnie z przepisami. No chyba że zaniechamy policyjnej kariery.

Bardzo dobrym ruchem, który zwiększył atrakcyjność tytułu jest ulokowanie go w azjatyckich klimatach. Oderwało to grę od mafijnych konwencji jakie rządzą całym gatunkiem, dając w efekcie dzieło unikatowe w kontakcie, z którym nie będzie towarzyszyć graczowi poczucie iż jest to nużąca kontynuacja ogranego i świetnie mu znanego schematu. Wydatnie pomaga tu system walki nakierowany na starcia wręcz. W zasadzie wschodnie sztuki walki i konieczność ich doskonalenia są tu motywem przewodnim i kluczowym. Broni palnej ujrzymy jak na lekarstwo a i tak, jeśli się zdarzy, użyjemy jej w konkretnej misji i nie zostanie w żadnym ekwipunku.

Sleeping Dogs to gra przemyślana, o dobrej fabule, oferująca, na dodatek, rożne (zależnie od skłonności gracza) kierunki rozwoju jego bohatera. Bardzo dobry system walki podparty jest przyzwoitym odwzorowaniem modelu jazdy, bo i często przyjdzie nam tu rozbijać się po mięście na czterech  kolkach. Dobre wrażenie wzmacnia znakomita gra aktorska, której nie zepsuł rodzimy wydawca, decydując się na polonizacje kinową. Gra czaruje dalekowschodnim klimatem i dźwiękiem, który nadaje jej oryginalny charakter, wzmocniony przez cała plejadę niebanalnych postaci jakie przyjdzie graczowi napotka podczas rozgrywki.

 

Budka telefoniczna? Akwarium? Piec? Nie ma to jak kreatywne podejście do pracy.

Niestety tytuł nie jest pozbawiony wad. Rozczarowuje samo miasto, rozmiarów prowincjonalnego polskiego miasteczka, epatujące wyludnionymi ulicami. Nie czuje się tu zupełnie, że mowa o wielomilionowej metropolii i śmiało mogę powiedzieć, iż gdyby twórcy postarali się na danie chociaż jej namiastki sleeping Dogs okazało by się jednym z najlepszych tytułów minionego roku. Razi nieco system walki, który niezbyt zręcznie stawia na starcia wręcz. Pomysł jest bardzo ciekawy, jednak podczas wykonania twórcy przeoczyli, że dobrze ulokowany strzelec może i jest w stanie przygwoździć do ziemi cały batalion, ale wejście do nocnego klubu, obicie całej zebranej ochrony i przedarcie się aż do gabinetu właściciela lokalu to zadanie niewykonalne. Gra momentami zatraca bardzo mocno realizm stając się parodią Bruce’a Lee, najgorsze zaś jest to, że widać, iż nie był to zamierzony przez twórców efekt. Na koniec wreszcie wielkie rozczarowanie. Co jak co, ale pogrążając się w klimat nocnego życia takiej metropolii obiecywałem sobie wielu doznań erotycznych. Nic z tych rzeczy. Twórcy konsekwentnie uciekli od tematu pozbawiając tym samym potrawę przypraw.

Mimo wszystko Sleeping Dogs to zaskakujący tytuł, który da się lubić. Wciąga szybko w swoje zawiłości, łatwo nawiązuje się więź tak z głównym jak  i przygodnymi bohaterami, zaskakuje ilościom i niepowtarzalnością zleceń oraz wielokierunkowością możliwości rozwoju bohatera. Tym bardziej zaskakującym że nikt się nie spodziewał,  nie oczekiwał takiej niespodzianki na rynku. Gra posiada swoje liczne mankamenty, jest jednak solidną obietnicą dobrej kontynuacji.

Gra dla miłośników kina walki klasy B (B jak Bruce chciało by się rzec). W wypadku Sleeping Dogs pokazująca jednak wszystkie walory, które cenią miłośnicy gatunku.