Retro City Rampage

0
99
Rate this post

Retro City Rampage, to podróż w lata 80-te. Tak. Ktoś wpadł na pomysł zrobienia gry wyglądającej jakby miała 30 lat i co gorsza zrobił to naprawdę dobrze.

W grze wcielamy się w złodzieja-zabijakę nie przebierającego w środkach. Od razu widać też, że wzorem jest Grand Thief Auto, lecz niejako „cofnięte w czasie” do epoki, która dla gier jest kamieniem łupanym.

Fabuła nie szwankuje choć nie ona jest tu najmocniejszą stroną. Retro City Rampage to po prostu hołd złożony minionej epoce i jej dinozaurom, których nie można do dziś zapomnieć. Zarazem spotkamy się tu z czymś unikatowym na rynku gier. Powstało nowe, które wygląda i brzmi jak stare, bardzo stare. To świadomy zabieg i bardzo udany. Graficznie gra jest dopieszczona co do szczegółu, choć oczywiście w tym wypadku nie chodziło o stworzenie czegoś powalającego teksturami i rozdzielczością, a o stworzenie gry z minionej epoki. Cel powiódł się w zupełności. Dźwiękowo tytuł także może iść w najlepsze z pozycjami sprzed kilkudziesięciu lat i to co ciekawe, w obu przypadkach jest to wielka zaleta a nie wada.

Dodatkowo gra naładowana jest zwariowanym poczuciem humoru, a wręcz przeładowana nawiązaniami do innych gier, filmów, książek. To bardzo dobre posuniecie sprawiające, iż staje się ciekawa sama w sobie a nie tylko jako przykład „stylu retro”. Duża ilość misji zapewnia przynajmniej kilka godzin zabawy, która jest równocześnie podróżą w czasie. Ewidentnie taka była idea tytułu i autorzy osiągnęli stawiane sobie cele w pełnej rozciągłości.

Problemem jest nieraz przekombinowana mechanika, także przeładowanie nawiązaniami do rzeczy znanych niekiedy tylko autorom (a w zasadzie autorowi) gry. W sumie jednak całość wypada bardzo korzystnie i niewątpliwie jest przykładem realizacji stawianych sobie celów, tym cenniejszym, że naprawdę za grę odpowiada jedna osoba, która jak za starych, zapomnianych dziś czasów, włożyła w swoje dzieło serce i dusze – towar niedostępny we współczesnych produkcjach.

Gra bez wątpienia dla ludzi pamietających epokę, którą wskrzesza. Bardzo ciężko odpowiedzieć jest na pytanie jak przyjmą ją młodsi gracze i polecanie im tej pozycji jest ryzykownym  eksperymentem.

Oceny dobre, dobre i jak najlepsze. Mamy, w tym wypadku, starą szkołę. Nie. Nie mówię tu o grafice. Był czas, że o wielkości i sukcesie gier decydowała pasja jaką w nie wkładali twórcy, często nie czerpiący ze swych dzieł żadnych, spektakularnych korzyści. To już, z pewnością, miniona epoka gdy o wyniku decydowała pasja, a nie marketingowe triki. Nie tylko na rynku gier komputerowych zresztą.