Chyba żaden z konsolowych graczy zainteresowanych boksem nie ma wątpliwości, że to właśnie seria Fight Night przeniosła konsolowy boks na zupełnie nowy poziom i to w każdym aspekcie. Czy najnowsza odsłona serii zaskoczy czymś nowym i świeżym?

Fight Night jest już dość wiekowym cyklem gier. Electronic Arts zaczęło bowiem wydawać ten tytuł od roku 2004. Już wtedy grę uznano za innowacyjną i rewolucyjną pod wieloma względami. Oczywiście tym, co przyciągało wielu graczy nie zainteresowanych na co dzień żywo boksem, była oprawa graficzna, która w owym czasie naprawdę powodowała, że opadała szczęka. Płynne animacje ruchu postaci, zbliżenia kamery, na których widać było lejący się pot i krew oraz masa innych szczegółów graficznych. Już samo to było bardzo dobrą bazą do tego, aby z Fight Night uczynić jedną z najlepszych serii gier bokserskich w historii. Panowie z EA nie poprzestali jednak na mocnej postawie i w swoich poczynaniach poszli o kilka kroków dalej. Nowatorski system sterowania (zadawanie ciosów poprzez wykonanie odpowiednich ruchów prawą gałką anaologa), który nie przypadł do gustu wszystkim, lecz gdy poświeciło się trochę czasu na jego opanowanie można było czynić cuda na ringu. Kolejną zaletą był obszernie rozbudowany tryb kariery z możliwością ulepszania umiejętności własnego zawodnika. Skończmy już tę melancholijną podróż w czasie i zajmijmy się najnowszym produktem- Fight Night Champion.

 

Grę rozpoczynamy, jako Joe Bishop (czarnoskóry bokser), w momencie, kiedy zostajemy znokautowani i powaleni na ziemię przez osobnika o wyglądzie i brutalności przypisanej raczej skinheadom. Naszym pierwszym zadaniem w grze jest więc niejako podnieść się z desek. Gdy już będziemy mieli to za sobą mamy dwa wyjścia. Możemy kontynuować zabawę w trybie fabularnym połączonym z karierą, gdzie kierować będziemy poczynaniami Bishopa lub też możemy stworzyć własnego pięściarza i grać nim w alternatywnym trybie kariery.

Ja osobiście polecałbym ze wszech miar kontynuowanie fenomenalnego wątku fabularnego. Dzięki niemu będziemy mogli lepiej wdrożyć się nie tylko w samą mechanikę (system sterowania) w grze, ale także odkryjemy pełnię innowacyjnych rozwiązań oferowanych przez Fight Night Champions. Jakie to innowacje? Moim zdaniem niesamowite. Otóż fabuła, którą co róż poznajemy dzięki kolejnym fenomenalnie wyglądającym, bardzo szczegółowym i realistycznym przerywnikom filmowym ma wpływ na późniejsze wydarzenia na ringu. Najprostszym na to przykładem niechaj będzie moment, w którym doznajemy kontuzji ręki i naszym zadaniem jest wygranie walki zadając ciosy tylko sprawną ręką. Co jeśli usilnie będziemy forsować ciosy tą kontuzjowaną? Ano będziemy wpływali na znaczący spadek naszego zdrowia i wytrzymałości! Świetnie pomyślane, realistyczne i sprawiające nie tylko, ze gra przestaje być liniowa, ale także dzięki temu mamy poczucie, że w TEJ grze sportowej fabuła ma także ogromne znaczenie. Takich „zadań” w obrębie całego trybu jest znacznie więcej, ale nie będę tutaj niczego zdradzał, ponieważ najlepiej odkrywać to samemu. Dodatkowo każda walka, jak i dobrze „przepracowany” trening daje nam punkty, które możemy wykorzystać na ulepszenie umiejętności (ciosów) naszego boksera. Czynniki, na które mamy wpływ to szybkość wyprowadzania ciosu, jego siła oraz efektywność bądź skuteczność, czyli zwiększenie procentowej szansy dotarcia „haka” lub prostego do głowy rywala itd. Przy tej okazji nadmienić muszę, że w ramach ulepszania każdego ciosu, z czasem natrafimy na „milestone”, czyli coś co bardzo znacząco wpłynie na poprawę danego ruchu.

 

Oprócz opisanych wyżej, ciekawych rozwiązań w trybie fabularnym, Fight Night Champion  przynosi także ulepszone, bardziej intuicyjne i łatwiejsze sterowanie, dzięki któremu zadawanie ciosów i łączenie ich w sekwencje przeplatane unikami i zwodami stało się łatwiejsze niż kiedykolwiek wcześniej.

 

Graficznie najnowszy Fight Night jest po prostu przepiękny! Dziwnie brzmi ten przymiotnik w odniesieniu do gry o boksie, ale taka jest prawda. Przerywniki filmowe w trybie fabularnym (o czym już wspominałem) zapierają dech w piersiach szczegółowością obrazu. Grą świateł itd. itd. W trakcie właściwych walk grafika stoi na równie wysokim poziomie. Wygląd areny przepełnionej po brzegi ludźmi i oświetlonej reflektorami. Już samo to robi wrażenie! Gdy dodamy krzątających się w przyringowych okolicach dziennikarzy ESPN, którzy tylko czekają by złapać zawodników na tak zwaną „setkę”, to już mamy znakomity wizualny show. Jako się również rzekło wcześniej, animacja zawodników na ringu jest bardzo, bardzo, ale to bardzo płynna nawet przy sporej liczbie ciosów. :Obicie świateł na spoconych ciałach bokserów wygląda niesamowicie, a szczegółowość, z którą oddano anatomiczną budowę ciał (mięśnie, kości) to już majstersztyk. Podobnie jest z oprawą dźwiękową. Nie będę się nad tym rozpisywał, by nie powtarzać wciąż tych samych pozytywnych przymiotników, ale na szczególną uwagę zasługuje stojący na wysokim poziomie voice acting aktorów podkładających głos postaciom z trybu fabularnego oraz profesjonalni komentatorzy.

Recenzja długa, więc podsumowanie będzie krótkie i na temat: bezapelacyjnie Fight Night Champion, to najlepszy boks w jaki grałem kiedykolwiek! Po prostu trzeba w to zagrać, jeśli jesteśmy „zwykłymi” graczami. Fani boksu natomiast MUSZĄ mieć  ten tytuł!