360 stopni: Cook, Serve, Delicious!

0
106
Rate this post

Przyznaję szczerze, że z początku nie byłem zbyt pozytywnie nastawiony do Cook, Serve, Delicious!, które wydawało mi się niesamowicie… casualowe. Wystarczyła jednak godzina gry, abym zmienił zdanie. Panie, panowie, podano do stołu!

Fabuła marna, mało znacząca, ale jest. Otóż wcielamy się w restauratora, który dostaje w ręce podupadającą restaurację w pewnym wieżowcu. Jak się domyślacie, naszym zdaniem jest zamienienie obskurnej knajpy dla ubogich w wytworną restaurację dla elit. Niestety, ale tylko dzięki wytrwałości i samozaparciu dokonacie tego czynu, bowiem tutaj pojawia się pierwsza bolączka tej produkcji — niesamowita monotonia oraz powtarzalność. Przejście gry zajęło mi aż 19 godzin, jednak całość opierała się na tym samym nudnym schemacie. Jeśli szukacie czegoś odkrywczego, oryginalnego to będziecie rozczarowani. Samo zarządzanie restauracją jest całkiem przyjemne, jednakże mocno okrojone. Nie możemy zmienić wystroju, a jedynie zapewnić sobie nowe urządzenia, których i tak nie widzimy. Co prawda mamy różne konkursy czy propozycje randkowe, ale to trochę za mało. Liczyłem na gastronomicznego tycoona, lecz gra szybko mi uświadomiła, że jest niczym więcej jak łamaczem palców. Bardzo dobrym łamaczem palców.

 

Całość polega na serwowaniu kolejnych potraw, które przyrządzamy poprzez wciskanie odpowiednich klawiszy. Ten element zręcznościowy jest moim zdaniem porządnie wykonany. Uwierzcie mi, na końcowych etapach gry, gdzie mamy 8 wolnych miejsc tempo jest dość mocne. Jeden chce wegetariańską lasagne, drugi chce pizzę z ananasem i pieczarkami, a trzeba jeszcze naprawić toaletę, bo się zapchała… Cały czas, może z wyjątkiem godzin wczesnoporannych i późnowieczornych, coś się dzieje i nie mamy ani chwili odpoczynku. Dopiero po skończonym dniu możemy chwilę odetchnąć i przy okazji ulepszyć naszą restaurację. Za zarobione pieniądze możemy udoskonalić nasze dania, co zapewni nam wyższe zarobki, ale także skomplikuje proces przyrządzania. Przyczepić się mogę do trochę małej liczby potraw — przydałoby się trochę różnorodności w menu.

 

W przeciwieństwie do większości gier niezależnych, Cook, Serve, Delicious! charakteryzuje się przyjemną dla oka, lekko pastelową, ale w żadnym razie pikselową oprawą graficzną. Także soundtrack zasługuje na uwagę. Przywodzi mi on na myśl… The Sims Randka. I choć czasami powtarzalność utworów może wkurzyć, tak całkiem przyjemnie się tego słucha.

 

Podsumowując: Cook, Serve, Delicious! nie jest złą grą — nawet przyjemnie spędza się pierwsze kilka godzin gry, ale po ukończeniu jej prędko raczej nie wrócicie.