Battlefield 3: Dogrywka

0
87
Rate this post

Właśnie ukazał się czwarty z dodatków do Battlefield. Przy tej  okazji, zanim do niego przejdziemy, kilka słów o poprzednich. W jaki sposób zmieniły grę? W jakim kierunku ją pchnęły? Co takiego przyniosły fanom? O tym i o innych sprawach niżej.

Powrót do Karkand.

Pierwszy dodatek i od razu strzał w 10. Powiedzmy sobie wprost, bardzo przemyślany i starannie skalkulowany strzał na pewniaka, czyli powrót do miejsc działania znanych fanom z Batllefield 2. Te same, znajome, wspominane miejsca, podane na nowo, piękniej, lepiej i bardziej starannie. W miłośniku serii obudziła się nostalgia. Jesteśmy w końcu członkami jednostek specjalnych. Doskonale znającymi tamtejsze realia. Kogo więc wysłać tam na misję jeśli nie nas, weteranów, którzy własną krwią zraszali tamtejszą ziemie. A do dyspozycji nowa broń, nowe pojazdy i wszystkiego więcej więcej…

Byłoby całkiem pięknie, jest nieźle, tylko nieźle bo okolice Karkand cierpią na tę samą przypadłość co wszystkie z wersji podstawowej. Krótko mówiąc dotknęła je nasilona niezniszczalność. Kilka godzin bezskutecznego ostrzeliwania czołgiem wiklinowej chatki potrafi zniechęcić. Na szczęście przed nami jeszcze cztery dodatki. Może ktoś dojdzie do rozumu…

Walka w zwarciu.

Dajcie mi karabin! I Granaty… Idę do siedziby twórców tego. Takie myśli towarzyszyły mi w kontakcie z dodatkiem nr 2. Paskudny, podstępny i zdradziecki unik. Chcieliście zniszczeń to macie. Gra całkowicie zmieniła formułę. Przybyło nieco broni, poziom destrukcji otoczenia wyraźnie się zwiększył. Zniknęły za to pojazdy i otwarte przestrzenie, do których przyzwyczajał zawsze Batllefield. Zamiast tego dostaliśmy wojnę śledzi w puszcze o miejsce. Tak… Coś trzeba było jednak graczom dać, niech więc będzie to zwariowany młyn w tunelach przeludnionych gośćmi cierpiącymi na nadmiar uzbrojenia. Odkryłem w trakcie, że mam klaustrofobie. Kontakt z dodatkiem był bardzo krótki, choć trzeba powiedzieć, że niejednemu graczowi się spodoba. Nie jestem tylko pewien czy miłośnikom Batllefield.

Siły pancerne.

Odetchnąłem z ulgą. Oddali nam stare dobre Batterfield. Bogom dziękować, że czołgi preferują otwarte przestrzenie i nie są sprzętem do eksploracji tunelów, korytarzy czy kolejnych pięter hoteli i bunkrów. 4 solidne mapy i niespodzianka, przy której się uśmiałem. Sprzętu pancernego o wiele mniej do dyspozycji jak graczy. A że los piechura jest tu naprawdę smutny, strach wysiadać z pojazdu żeby ktoś nim zaraz nie odjechał w siną dal. Pojawiła się artyleria mobilna więc siedzenie za stalową ścianą nie daje gwarancji bezpieczeństwa, czasem pada śnieg (od czasów zmagań na froncie wschodnim jakoś nierozerwalnie kojarzony z czołgami). Solidny kawał rozrywki i wielka satysfakcja podczas wybijania konkurencji opuszczającej spalony pojazd. Zdecydowanie najlepszy jak dotąd z dodatków.

Dogrywka

Muszę przyznać, że zasiadając do gry zastanawiałem się czym twórcy zaskoczą mnie tym razem. Miałem poważne obawy, że w praktyce okaże się, iż to Battlefield: Lotnictwo. Potem zobaczyłem mapy i ryknąłem śmiechem. Natura ludzka jest przedziwna. Tym razem zdesperowani twórcy zareagowali na żale o niezniszczalności obiektów w terenie… serwując je, już na starcie, w stanie kompletnej ruiny. Każda z map wygląda jak po huraganie w piekle  i w sumie robotę o brak możliwości, której wykonania mieliśmy żale, twórcy, tym razem, odwalili za nas. Krótki, jasny komunikat. Nie będzie Batlleflild: Destruction. Bawcie się dobrze chłopaki, ale tego co cały czas prosicie nie zamierzamy wam serwować i znajdziemy każdy sposób aby tego uniknąć.

Konsekwencja podejścia jest 1. Batllefoeld: Dogrywka, to przede wszystkim raj dla snajperów, mogących wszędzie znaleźć znakomite stanowiska strzeleckie. Cięższy sprzęt jest, ale nie wiem tylko po co bo na każdym kroku widać, że odwalił on już swoją robotę.

Graficznie i dźwiękowo pozycja utrzymuje poziom. Największą jej wadą jest widoczna wtórność. Praktycznie poza jednym, trudnym w użyciu rodzajem broni (kusza taktyczna) jest  pierwszym z dodatków, który ani niczego nie wniósł do rozgrywki, ani niczym nie zaskoczył, ani nawet mocniej nie przykuwa uwagi. Pozostaje czekanie na ostatni zapowiadany dodatek.