5 grzechów głównych Ubisoftu

0
130
Rate this post

Assasins’s Creed: Unity zamiast przynieść zapowiadaną „rewolucję”, przeistoczył się w kolejny niebotyczny ciężar na splamionym już wcześniej sumieniu Ubisoftu. Rozsierdzeni fani gier wideo coraz donośniej porównują poczynania francuskiego koncernu do znienawidzonego wśród graczy Electronic Arts. Czy słusznie? Co jest solą w oku miłośników wirtualnej rozrywki i gdzie leżą podstawy ich niezadowolenia?


„Zła prasa” francuskiej „stajni gier” nie wzięła się oczywiście znikąd. Jest wynikiem szeregu błędnych/nieprzemyślanych/naiwnych decyzji, które w starciu z rzeczywistością uwypukliły niesnaski na linii producent – fani. Ci drudzy modlą się teraz, by kolejne długo wyczekiwane tytuły, Far Cry 4 oraz Tom Clancy’s The Divison nie podzieliły losu asasyńskiej sagi. Ci pierwsi natomiast zdają sobie sprawę, że kazus asasynów w chwili obecnej może przynieść opłakane długofalowe skutki, jeśli rzecz jasna się powtórzy.

Co więc podsyca nienawiść graczy do Ubisoftu? Jakich najbardziej rażących uchybień dopuściła się ta marka? Oto grzechów głównych, które przyczyniają się do eskalacji kampanii wymierzonej przeciwko temu wielkiemu koncernowi.

Grzech numer 1: Pazerność

Już 2010 rok fiskalny francuski koncern zamykał ze sporym deficytem, sięgającym 90 milionów Euro (dokładnie 89,8 miliona). Po premierze najnowszej części Assasin’s Creed cena akcji Ubisoftu spadła aż o 9,12 procent.

Wiele osób twierdzi, że takie zachowanie motywuje twórców, by naszpikować gry mikropłatnościami. Sytuacja ta znana jest już od trzeciej odsłony Assasin’s Creed, gdzie zakupić można było dodatki wspomagające grę wieloosobową (Erudito Pack, najdroższy kosztował 20 dolarów). Jednak jak na razie Francuzi posypali głowę popiołem i oferują nabywcom Unity nieodpłatnie dodatek do przygód Asasynów (Assasin’s Creed Unity Dead Kings), choć wielu osób taka forma przeprosin nie zadowala, a kura, która znosiła ,,złote jaja” dla Ubisoftu cierpi teraz katusze, podobnie jak wizerunek i portfel całej firmy.

Grzech numer 2: Kłamstwa

Budowana przez lata reputacja po raz pierwszy zachwiała się w posadach po tym, jak światło dzienne ujrzał okrzyknięty po targach E3 w 2012 nietuzinkowy Watch_Dogs. Pierwsze demo z gry powalało na kolana, a apetyty graczy zostały maksymalnie rozochocone.

Nic więc dziwnego, że po włączeniu finalnej wersji, która diametralnie różniła się od tego, co było zaserwowane niemal dwa lata wcześniej, fani uznali, że producenci sobie z nich pokpili, przekazując niedopracowany paszkwil, który nijak nie może rywalizować z serią GTA, do której wciąż był porównywany. Grafika, która miała zachwycać, budziła już tylko politowanie; fizyka gry nie stała na poziomie tytułu, który miał być kamieniem milowym wirtualnej rozrywki, a mnogość błędów i błaha fabuła odstręczała od dłuższej zabawy z historią Aidena Pearce’a.

W tym momencie należy wspomnieć o Unity, które powieliło te błędy i podobnie jak Watch_Dogs świetny marketing okazał się być bronią obusieczną. Wśród teorii broniących twórców najsilniej łokciami przeciska się ta, mówiąca o naciskach dystrybutorów na przestrzeganie terminów, kosztem jakości tworzonej gry (choć Watch_Dogs pojawiło się pół roku po zapowiadanym wcześniej terminie debiutu). Nie mniej jednak, gracza nie interesują tłumaczenia – najważniejszy jest efekt końcowy, jaki może zobaczyć na swej konsoli bądź komputerze i za który wydaje nie małe przecież pieniądze.

Grzech numer 3: Uległość

Sporo kontrowersji wzbudziła też kwestia optymalizacji gry. Za kuluarami coraz głośniej mówi się, że zarówno Sony jak i Microsoft, czyli firmy, które wydały na świat nowe konsole next-genowe, wpływają na twórców, by gry na PC-tach mogły być obsługiwane do 30 klatek na sekundę. Rewelację te potwierdził pracownik Ubisoftu na jednej z prezentacji firmy. Sprawa momentalnie znalazła swe ujście na niezwykle popularnym serwisie Reddit.

W internecie zawrzało, a osoba, która wypowiedziała się na temat nacisków na płynności animacji w grach wideo. Dodatkowo pracownik Ubisoftu, nim poprosił o usunięcie wpisu na Reddicie opisującego przebieg wspomnianej prezentacji, wyjawił, że twórcy mogą osiągnąć nawet do 60 klatek na sekundę. Jednak strach przed ,,wypłynięciem” na wierzch tożsamości autora tych słów wziął górę i wpis zniknął, ale niezatarta poszlaka pozostała.. Oficjalny głos w imieniu francuskiej marki w tej sprawie zabrał Nicolas Guerin, który stanowczo stwierdził, że 60 fps nigdy nie było celem Ubisoftu, a sam obraz gry wyglądałby co najmniej.. nienaturalnie. Dodał także, że zainteresowani mogli zaobserwować ten efekt oglądając film Hobbit, który zdaniem Guerina wyglądał „dziwacznie”.

Grzech numer 4: Brak przyzwoitości

Problemy wynikające ze słabej optymalizacji najnowszej części Assasin’s Creed wykrystalizowały jeszcze jedną poważną wadę francuskiego koncernu, która z pewnością nie przyniesie temu znanemu na całym świecie producentowi gier splendoru i poklasku. Mianowicie chodzi o pozbawione honoru zrzucanie odpowiedzialności za słabą prezencję gry na… firmę AMD.

W oficjalnym komunikacie Ubisoftu można przeczytać, że wszelkie nieprawidłowości graficzne występujące podczas rozgrywki i słaba wydajność tytułu jest wzmożona na podzespołach produkowanych właśnie przez markę AMD. Oświadczenie to dodało jedynie oliwy do ognia i jeszcze bardziej rozogniło antagonizmy skierowane w stronę Ubisoftu.

Grzech numer 5: Obłuda

Można śmiało zestawić razem „obłudę” i „kłamstwo”, a nawet podciągnąć można to jeszcze pod „pazerność”, jednak perfidne zachowanie Ubisoftu odnośnie embarga na recenzje Unity zasługuje na osobny akapit i indywidualne napiętnowanie. Działanie z premedytacją na niekorzyść klientów, o których gusta powinni nieprzerwanie zabiegać, nie można nazwać inaczej jak „skok na kasę”. Pierwsze recenzje Assasin’s Creed pojawiały się na największych, dedykowanych grom serwisach internetowych dopiero po 12 godzinach od premiery, co wywołało skandal i oburzenie nie tylko fanów, ale i branżowych serwisów.

Warto w tym momencie przypomnieć, że Ubisoft nie jest jedynym producentem, który praktykował to naganne zachowanie. Przynajmniej teraz gracz zastanowi się dwa razy, zanim zdecyduje zakupić się oczekiwany tytuł w pre-orderze, nie wiedząc jeszcze jaki los zgotowali mu producenci. Miejmy nadzieje, że takie praktyki odejdą do lamusa i nigdy więcej nikt nie uraczy nas takim, za przeproszeniem, złodziejstwem.