Jak co roku o tej porze coraz częściej w mediach pojawiają się różnego rodzaju rewelacje transferowe.
Prawdziwy wysyp informacji pokroju: „piłkarz X w Wiśle?”, oczywiście z adnotacją w postaci „z nieoficjalnego źródła dowiedzieliśmy się” lub „chcący zachować anonimowość pracownik klubu potwierdził”, dopiero jednak przed nami. Informacyjną próżnię, zwaną sezonem ogórkowym będzie trzeba przecież jakoś wypełnić. Poniżej przedstawione zostaną niektóre z poczynionych w przeszłości przez media przymiarek transferowych, które nigdy nie zostały urzeczywistnione. Mowa będzie zatem o piłkarzach, którzy albo „jedną nogą byli w Wiśle” albo przynajmniej tak o nich pisano.

W jednym z greckich dzienników pojawiła się kilka tygodni temu informacja, że Wisła złożyła ofertę Michałowi Żewłakowowi, któremu w czerwcu kończy się umowa z Olympiakosem Pireus. Mniej więcej w tym samym czasie przeczytać można było, że Wisła zarzuciła sieci na Bartosza Białkowskiego, bramkarza Southampton, któremu podobnie jak Żewłakowowi w czerwcu wygasa kontrakt. W lutym natomiast z wypowiedzi Macieja Skorży wydedukowano, że Białą Gwiazdę zasili boczny obrońca Steauy Bukareszt, Paweł Golański. Były trener krakowian stwierdził tylko, zresztą w kontekście transferu innego piłkarza, że zawodników Wisła szuka wszędzie. Może to być Lazio, a może być np. Steaua. Dodał jeszcze, że szuka konkurenta dla Piotrka Brożka i że potencjalnemu kandydatowi kontrakt kończy się w czerwcu. Wypisz, wymaluj Paweł Golański.

Był Michał to i nie mogło zabraknąć Marcina Żewłakowa. Również w lutym poinformowano, że brat bliźniak kapitana reprezentacji Polski jest praktycznie dogadany z Wisłą. Transfer uzależniony był jedynie od zgody Macieja Skorży, której ten ponoć nie wyraził. Nad pozyskanie Żewłakowa przedłożyć miał sprowadzenie anonimowego Bronislava Punosevaca, który ostatecznie i tak do Krakowa nie trafił. Z podobnymi, a niejednokrotnie znacznie bardziej nieprawdopodobnymi spekulacjami mieliśmy do czynienia w poprzednich latach. W niektórych przypadkach wydaje się, że w prawdziwość serwowanej informacji nie wierzył nawet jej autor.

W przerwie zimowej nieustannie spekulowano o przejściu do Krakowa Dawida Nowaka z GKS Bełchatów. Zwolennikiem sprowadzenia napastnika był nie tylko trener Maciej Skorża, ale także sami zawodnicy Wisły. W jednym z wywiadów Paweł Brożek podkreślał, że Nowak idealnie pasowałby do drużyny. Ostatecznie jednak Biała Gwiazda zrezygnowała z transferu. Krakowskich działaczy odstraszyła podatność na kontuzję Nowaka, a także wygórowane żądania finansowe GKS. Już pierwszy mecz rundy wiosennej, w którym Nowak zdobył dla Bełchatowian zwycięskiego gola w meczu z Wisłą oraz postawa w trakcie rundy rewanżowej „Dawidka” pokazała, że zakup Nowaka nie byłby złym pomysłem.

Podczas minionej przerwy zimowej piłkarzem Wisły zostać miał piłkarz Górnika Zabrze, Michał Pazdan. Urodzony w Krakowie obrońca, grywający także jako defensywny pomocnik przymierzany był do Wisły jako następca opuszczającego Reymonta Mauro Cantoro. Maciej Skorża pochlebnie wypowiadał się o umiejętnościach Pazdana. Ten miał jednak w umowie klauzulę odstępnego w wysokości 2 mln zł. Dla Białej Gwiazdy taka suma była nie do przyjęcia i transfer nie doszedł do skutku.

Rok temu, w okolicach kwietnia, pojawiła się informacja, że szeregi Wisły zasili legenda nigeryjskiej piłki, Nwankwo Kanu. Kosztować miał ponad milion euro, nie mówiąc już o zarobkach, które jak na polskie warunki z pewnością byłyby kosmiczne. Równie kosmiczne, jak sama informacja o planowanym transferze Nigeryjczyka, która okazała się dziennikarskim wymysłem.

W sierpniu 2009 poinformowano, że do Wisły trafi Dawid Janczyk. Miał być zabezpieczeniem na wypadek odejścia Pawła Brożka do zagranicznego klubu. Janczyk stracił wówczas miejsce w podstawowym składzie belgijskiego Lokeren, bez widoków na jego odzyskanie. Gotowy był zrzec się pieniędzy należnych mu od pracodawcy, aby móc opuścić klub. Wypożyczenie Janczyka z CSKA Moskwa do Lokeren miało zostać anulowane, a do końca roku, także na zasadzie wypożyczenia, „Murzyn” występowałby w Krakowie. Paweł Brożek pozostał jednak w Wiśle, a cała sprawa umarła śmiercią naturalną.

W czerwcu 2009 negocjacje z Wisłą prowadził ponoć Arkadiusz Radomski. O defensywnego pomocnika oprócz Białej Gwiazdy walczyć miała Legia i Lech. Owa „walka” nie wyglądała jednak na zbyt zażartą i chyba taka rzeczywiście była, bo Radomski nie trafił do żadnego z tych klubów.

Dwa lata temu do gry w Krakowie rzekomo przymierzał się Patrick Kluivert. Wiarygodności tej informacji miał nadać fakt, że kończy mu się kontrakt, ma swoje lata i nie olśniewa formą. Jakkolwiek na polską ligę jego dyspozycja miała być wystarczająca. Piłkarz według medialnych doniesień miał zarabiać podobne pieniądze do Wojciecha Łobodzińskiego. Jedyny problem był taki, że w rzeczywistości o Wiśle Kluivert myślał, ale tylko wtedy kiedy z kolegami z dawnych lat wspominał „niezłą drużynę ze śmiesznego stadionu”. Podczas pierwszej potyczki z Białą Gwiazdą piłkarze Barcelony myśleli bowiem, że stadion przy Reymonta jest obiektem treningowym!

Nie była to jedyna sensacyjna wiadomość w tamtym czasie. Zgodnie z informacjami jakie pojawiły się w prasie, do gry w Wiśle wręcz palił się piłkarz Hansy Rostock, Victor Agali. Co prawda występujący w przeszłości w Schalke Gelsenkirchen zawodnik przyznał, że Biała Gwiazda się z nim kontaktowała, ale nigdy nie doszło do konkretów.

W tym samym roku napisano, że do Wisły trafi napastnik znany z występów w Deportivo La Coruna, Diego Tristan. Podobno osobiście wysłał do Wisły ofertę zatrudnienia. Szkopuł w tym, że klub z Reymonta w ogóle nie był nim zainteresowany i nawet nie podjęto rozmów.

Nie wyszło z Tristanem, miało wyjść z Serbem Danielem Ljuboją. Stale przesiadujący wtedy na ławce rezerwowych w VFB Stuttgart piłkarz, podobno poważnie rozpatrywał możliwość gry w Krakowie. Na pytanie, czy oferta z Wisły jest interesująca, śmiejąc się odpowiedział, że każda oferta jest ciekawa. W rzeczywistości propozycja Wisły chyba jednak ciekawa nie była, bo z transferu wyszły nici.

Kolejnym ruchem składającym się na transferową ofensywę Wisły w 2008 roku miało być sprowadzenie bramkarza Arkadiusza Malarza. Zawodnik, który swego czasu został wybrany najlepszym golkiperem ligi greckiej, nie mógł pogodzić się z rolą rezerwowego w Panathinaikosie. Przeprowadzka do Wisły miała okazać się lekarstwem zarówno na jego problemy, jak i kłopoty Białej Gwiazdy z obsadzeniem pozycji bramkarza. Na kaczce dziennikarskiej się jednak skończyło.

Latem 2008 roku dogadany z Wisłą był stoper Polonii Warszawa, Tomasz Jodłowiec. Wszystko szło zgodnie z planem, dopóki jego karta zawodnicza należała do Zbigniewa Drzymały. W międzyczasie prawa do zawodnika nabył jednak Józef Wojciechowski, który ani myślał wzmacniać konkurenta w walce o mistrzowski tytuł. Choć Jodłowiec po pewnym czasie przyznał, że na wyjazd do Krakowa był już spakowany, ostatecznie Biała Gwiazda musiała obejść się smakiem.

Również w 2008 roku jedną nogą w Wiśle miał być Euzebiusz Smolarek. Podkreślano wówczas, że na przeszkodzie transferowi mogą stanąć wysokie zarobki „Ebiego” w Racingu Santander. I rzeczywiście stanęły. Smolarek do Wisły nie przyszedł, a Biała Gwiazda zaoszczędziła dużo pieniędzy. Marzenia przecież nie kosztują.

Pod koniec 2007 roku Wisła miała stać się autorem transferowego hitu. Z niemieckiej Bundesligi do Krakowa przejść miał Jacek Krzynówek. Wielokrotny reprezentant Polski miał dosyć ławki rezerwowych w Wolfsburgu, więc na propozycję Wisły zapatrywał się pozytywnie. Na przeszkodzie stanęły nie tylko pieniądze, ale też nie najlepsze relacje Krzynówka z trenerem VFL, Felixem Magathem. Z dnia na dzień sytuacja zmieniała się jak w kalejdoskopie, ale ostatecznie po długich perturbacjach, zamiast do Wisły, Krzynówek trafił do Hannoveru.

W sierpniu 2007 roku poinformowano, że Wisłę zasili duet z Zagłębia Lubin, Maciej Iwański i Wojciech Łobodziński. Pierwszy zastąpić miał Mirosława Szymkowiaka, drugi natomiast wypełnić miał lukę po Kamilu Kosowskim. Ich przyjście uzależniano od postawy „Miedziowych” w el. Ligi Mistrzów. W przypadku odpadnięcia ze Steauą Bukareszt, w Zagłębiu miała rozpocząć się wyprzedaż najlepszych zawodników. Ponadto w związku z zamieszaniem w aferę korupcyjną Zagłębiu zaglądało w oczy widmo degradacji, a żaden z jego czołowych piłkarzy nie zamierzał grać w pierwszej lidze. Ostatecznie lubinianie nie zostali zdegradowani, a z wyżej wymienionej dwójki do Krakowa trafił tylko „Łobo”. Iwański po zakończeniu rozgrywek powędrował do Legii Warszawa.

W czerwcu 2007 przeczytać można było, że Wisła podpisze obowiązującą od lipca umowę z Adrianem Sikorą. Napastnikowi Groclinu kończył się kontrakt, więc przejście do Krakowa zdawało się być całkiem realne. Tak się jednak nie stało i zamiast do Wisły, Sikora trafił do hiszpańskiej Murcii.

Adrian Sikora nie był jedynym piłkarzem z Grodziska, którym interesowała się Wisła. Jednym z celów transferowych Białej Gwiazdy był robiący aktualnie furorę w Nottingham Forrest Radosław Majewski. Atutem Wisły w negocjacjach z samym zawodnikiem miał być fakt, że filigranowy pomocnik do Groclinu został ściągnięty właśnie przez ówczesnego trenera Wisły, Macieja Skorżę i to pod jego wodzą poczynił największe postępy. Niestety zbyt wygórowane oczekiwania finansowe Groclinu udaremniły przeprowadzenie transakcji.

W styczniu 2007 Biała Gwiazda prowadziła zaawansowane negocjacje z Widzewem Łódź w sprawie pozyskania Jakuba Wawrzyniaka. Według mediów piłkarz ten uzgodnił już wstępne warunki kontraktu, a jego transfer uzależniony był od decyzji Widzewa. Wawrzyniak miał zastąpić w Wiśle Nikolę Mijajlovicia. Zamiast do Krakowa trafił do Legii Warszawa.

W 2006 roku kontrakt pod Wawelem podpisać miał Emmanuel Olisadebe. Zwolennikiem, a zarazem współautorem sprowadzenia Nigeryjczyka z polskim paszportem miał być ten, dzięki któremu „Oli” wypłynął na szerokie wody. Mowa oczywiście o Jerzym Engelu. Transfer, który podobno był już dopięty na ostatni guzik nie doszedł jednak do skutku. Wszystko, jak twierdził „Emsi”, za sprawą menedżera Portsmouth, ówczesnego klubu Olisadebe. Według „Oliego” Harry Redknapp najzwyczajniej w świecie się na niego uwziął.

W sierpniu 2006 do Wisły przyjść miało dwóch zawodników Pogoni Szczecin. W opartej na Brazylijczykach ekipie „Portowców” nie było miejsca dla Przemysława Kaźmierczaka i Rafała Grzelaka. Zmiana klubu na Białą Gwiazdę miała być dla nich wybawieniem. Obaj przebywali nawet w Krakowie i negocjowali indywidualne kontrakty. Ostatecznie jednak nie osiągnięto porozumienia. Tzw. „dobrze zorientowani” twierdzili ponadto, że zwolennikiem ich sprowadzenia nie był ówczesny szkoleniowiec Wisły, Dan Petrescu. Zamiast do Wisły obydwaj trafili do portugalskiej Boavisty FC.

Miesiąc wcześniej spekulowano, że do Wisły trafi goleador z Cypru i były wiślak, Łukasz Sosin. Choć piłkarz otwarcie przyznawał, że polskich klubów na niego nie stać. wyjawił, że najkonkretniejszą ofertę otrzymał właśnie z Krakowa. Niestety nie na tyle korzystną, aby na nią przystać.

Jesienią 2005 roku Wisła „romansowała” z Ireneuszem Jeleniem. Możliwość wykupienia zawodnika z Wisły Płock sondowało wówczas, oprócz Białej Gwiazdy, także kilka klubów zagranicznych. Sam zawodnik podkreślał jednak, że z chęcią przeniósłby się do Krakowa. Twierdził, że Wisła to najlepiej zorganizowany i najmocniejszy klub w Polsce. Poza tym miałby blisko do rodzinnego domu. Na przeszkodzie stanęły pieniądze. Płocczanie zażądali za swoją gwiazdę 1,5 miliona euro. Czyli o jakąś połowę za dużo.

Zimą 2004 roku miała upłynąć pod znakiem szału zakupów. Do Krakowa trafić mieli Sebastian Mila, Łukasz Madej i Michał Goliński. Za tego pierwszego Wisła miała wyłożyć ponad milion euro! Za kolejnych trzeba byłoby zapłacić znacznie mniej, ale wciąż bardzo dużo, bo po kilkaset tysięcy. Zwłaszcza w przypadku Madeja padały stwierdzenia, że do Krakowa trafi „na pewno”. Ostatecznie żaden z nich nie został zatrudniony pod Wawelem.

W maju 2003 z berlińskiej Herthy sprowadzony miał zostać Bartosz Karwan. Jego przejście do Wisły łączono z odejściem Kalu Uche. O ile druga część tych domniemań się potwierdziła, to pierwsza okazała się kompletną bzdurą.

Nic dziwnego, że w kontekście Wisły Kraków pojawia się tyle spekulacji. Drużyna, która od wielu lat dominuje w lidze i niemal rok w rok zdobywa tytuł mistrzowski znakomicie nadaje się nie tylko do promowania zawodników, ale także do podbijania stawek podczas negocjacji. Szczególnie w takim działaniu lubują się menedżerowie wiekowych albo słabiej spisujących się za granicą, aktualnych bądź byłych, reprezentantów Polski. Dziennikarze z kolei chętnie podchwytują tego typu wiadomości. Jeżeli dodatkowo piłkarzowi wkrótce kończy się umowa, to materiał na newsa gotowy.

Patrząc na powyższe nazwiska trzeba przyznać, że koło nosa przeszło Wiśle kilku naprawdę niezłych piłkarzy. Powyższe zestawienie pokazuje jednak także, że medialnym doniesieniom nie należy specjalnie zawierzać. Najlepiej kierować się więc zasadą, w myśl której dopóki danego zawodnika nie zobaczy się na oficjalnej prezentacji, to temat jego pozyskania nie istnieje.

Jak co roku o tej porze coraz częściej w mediach pojawiają się różnego rodzaju rewelacje transferowe
0 votes, 0.00 avg. rating (0% score)